Google+ Followers

niedziela, 23 lipca 2017

Tu czas się zatrzymał...

Długie lata planowaliśmy i odkładaliśmy wypad do Lwowa... 
W naszym kalendarzu zawsze pojawiło się coś innego, coś ciekawszego... 
Generalnie, to mój małżonek koniecznie chciał wybrać się w tę podróż, z uwagi na sentyment do miasta, które znał jedynie z opowiadań i czarno-białych fotografii, a które jego ojciec wraz z rodziną w 1945 roku, musiał opuścić w związku z przymusową akcją przesiedleńczą na obszar Polski pojałtańskiej. 
Walizy spakowane, a zatem w drogę...


Granicę przekraczaliśmy w Korczowej, 
no i w sumie już na wstępie odechciało mi się tego wyjazdu, gdy moim oczom ukazał się niekończący się sznur samochodów. 
To się po prostu nie mieści w głowie! Kilkukilometrowy sznur pojazdów czekających w kolejce, do następnej kilometrowej kolejki w 33 stopniowym upale...
Szok... 
O ile po stronie polskiej sama odprawa przebiegała w miarę sprawnie, bez zbędnej biurokracji, to po ukraińskiej przypominało to jakiś niekończący się marazm, spowodowany papierologią, a i chyba także totalnym tumiwisizmem. 
Świat idzie do przodu, a tu jakby czas zatrzymał się w miejscu...


Służby celne poruszały się jak muchy w smole... 
Celnicy przemieszczali się z budynku do budynku, tu jedna pieczątka, tam druga... 
Tu jeszcze jakaś karteczka do przeniesienia, tam jeszcze jakieś ksero do wykonania.... 
Tu podejść, tam przejść, wrócić do auta, wysiąść z auta, przynieść paszporty, ponownie wrócić do auta, zaczekać na wezwanie, podejść do budki, pokazać się celnikowi, a wszystko to jakby w zwolnionym tempie... 
Siedem godzin na granicy, siedem długich, upokarzających godzin, aby wreszcie otrzymać jakiś maleńki opieczętowany świstek papieru, który w końcu uprawniał do wjazdu na Ukrainę.... 
- Nigdy więcej!!!! - to były moje słowa, gdy wreszcie wyruszyliśmy w stronę Lwowa, a tu przecież za tydzień zapewne trzeba będzie ponownie zmierzyć się tym beznadziejnym, niekończącym się oczekiwaniem na wjazd do Polski...


3 komentarze:

  1. Tak to bywa...nie jeżdżę w tamte strony...

    OdpowiedzUsuń
  2. Znam to dobrze, już kilka razy gościłem w tym dziwnym kraju. W zeszłym roku stałem na granicy 6 godzin. Masakra!!! We Lwowie nie bylem, ale może kiedyś jeszcze zwiedze to polskie miasto :) :)
    Pozdrowienia przesyłam - Irek

    OdpowiedzUsuń
  3. Olimpia, mam nadzieje,ze nie przegapisz okazji by modlić się za osoby obsługujące was na granicy i widzieć co Bóg robi. Życzę udanej podróży. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń